Jest taki moment, który zna wiele mam: telefon z przedszkola albo niewinne drapanie się malucha po głowie, a po chwili na jasnej kartce ląduje coś, czego wolałoby się nie zobaczyć. Wszy. Pierwsza myśl zwykle brzmi: „tylko nie u nas”. Druga, zaraz po niej: „to teraz ja też je mam?”. Spokojnie. Wszawica nie jest powódem do wstydu i nie świadczy o niczyjej higienie – to po prostu częsta, dobrze poznana choroba pasożytnicza, z którą mierzy się ogromna część rodzin. Gorzej, że rzadko kończy się na jednej głowie.

Wszy to nie tylko sprawa dzieci
Poruszane tematy
Obiegowa opinia każe wiązać wszawicę wyłącznie z przedszkolakami. To prawda, że najmłodsi stanowią główną grupę ryzyka – trudno im zachować dystans, przytulają się, stykają głowami, pożyczają sobie czapki. Problem w tym, że dorośli również chorują, a najczęstszą drogą zarażenia rodziców jest własne dziecko. Wesz nie skacze ani nie lata, ale wystarczy jej bezpośredni kontakt „głowa do głowy” albo wspólny grzebień, by przeniosła się na nową głowę. Co ciekawe, do przeskoku z dziecka na mamę potrafi dojść nawet podczas rutynowego przeglądu głowy – tej samej czynności, która ma chronić. Dorośli „łapią” też wszy zupełnie poza domem: w zatłoczonym tramwaju, gdy głowa opiera się o tapicerkę, w hotelu śpiąc w nie do końca świeżej pościeli, w sklepowej przymierzalni czy przy biurku obok zarażonego współpracownika. Innymi słowy – przekonanie, że „mnie to nie dotyczy”, bywa złudne.
Jak wszy wędrują z głowy malucha na resztę domu
Tu zaczyna się sedno kłopotu. Dorosła wesz potrafi przetrwać poza głową człowieka nawet do około 48 godzin, a w tym czasie spokojnie przeczeka na poduszce, kocu czy oparciu kanapy. Klasyczny scenariusz zna chyba każdy rodzic: maluch ma zły sen, przychodzi w nocy do łóżka rodziców i zostaje w nim do rana. Efekt bywa taki, że nad ranem potencjalnymi nosicielami jest już cała rodzina. Dlatego, jeśli chcesz wiedzieć, jak ochronić przed wszami siebie i partnera, warto pomyśleć o tym już w chwili, gdy pasożyty pojawią się u dziecka, a nie dopiero wtedy, gdy zacznie swędzieć własna głowa. Wspólna pościel, ręczniki, szczotki i tapicerowane meble to dla wszy najwygodniejsze „mostki” między domownikami.
Cała rodzina, nie tylko dziecko
Stąd wynika zasada, której naprawdę nie warto pomijać: leczeniem trzeba objąć wszystkich domowników, u których występują objawy, a profilaktyką – resztę rodziny. Wyleczenie samego malucha, przy zignorowaniu mamy, taty czy rodzeństwa, to najprostsza droga do tego, by za dwa tygodnie wszystko zaczęło się od nowa. Najszybsze i najmniej uciążliwe są dziś dedykowane preparaty na wszy w sprayu – spryskuje się nimi włosy, odczekuje wyznaczony czas i wyczesuje martwe pasożyty dołączonym grzebieniem. Warto wybierać środek bez substancji owadobójczych, działający już po jednej aplikacji, bo to oszczędza nerwów całej rodzinie. Na czym polega kontrola u dorosłego? Tak samo jak u dziecka: przy dobrym świetle przeczesuje się włosy gęstym grzebieniem nad jasną kartką i szuka drobnych owadów oraz gnid – perłowych jajeczek przyklejonych u nasady włosa, których, w odróżnieniu od łupieżu, nie da się strzepnąć. Pamiętajmy też, że świąd nie pojawia się od razu, lecz zwykle po 7-10 dniach, więc brak swędzenia nie oznacza jeszcze, że głowa jest wolna od pasożytów.
Domowe porządki, czyli wojna na 60 stopniach
Równolegle z kuracją trzeba pozbyć się pasożytów z otoczenia – inaczej krążą po domu w najlepsze. Brzmi jak dodatkowa harówka, ale większość punktów da się ogarnąć przy okazji zwykłego sprzątania:
- wypierz pościel, ręczniki, czapki i ubrania w temperaturze minimum 60°C;
- odkurz dywany, wykładziny i tapicerowane meble, a te ostatnie potraktuj parownicą;
- grzebienie i szczotki wygotuj albo włóż na dobę-dwie do zamrażarki;
- rzeczy, których nie da się wyprać (płaszcz, czapka wyjściowa), zamknij na około dwa tygodnie w szczelnym worku;
- nie zapomnij o pluszakach, z którymi maluch śpi – one też trafiają do prania lub na mróz.
Pominięcie któregoś z tych kroków to najczęstsza przyczyna nawrotu, po którym cały proces zaczyna się od początku – a tego nikt nie chce przeżywać dwa razy.
Profilaktyka dla dorosłych, nie tylko dla pociech
Skoro dorośli też „łapią” wszy, to logiczne, że profilaktyka dotyczy całej rodziny. Sprawdzają się tu preparaty ochronne w sprayu, które tworzą na włosach niewidoczny film utrudniający pasożytom zagnieżdżenie i wydzielają zapach przyjemny dla człowieka, lecz nieznośny dla wszy. Taki środek nie tłuści włosów i można go nakładać także na ubranie, co docenia niejedna mama biegająca rano między łazienką a przedszkolem. Warto sięgnąć po niego nie tylko w trakcie domowej wszawicy, ale i przed rodzinnymi uroczystościami z udziałem dzieci, wyjazdem do hotelu czy dłuższą podróżą komunikacją zbiorową.
Bez wstydu, z głową na karku
Wszawica w domu nie czyni nikogo gorszą matką ani gorszą rodziną. To codzienna, rozwiązywalna sprawa, która wymaga jedynie spokojnego, konsekwentnego działania: szybkiej reakcji u dziecka, objęcia kuracją całego domu i rozsądnej profilaktyki. Warto też po cichu poinformować przedszkole czy szkołę – anonimowe ostrzeżenie pozwoli innym rodzicom skontrolować głowy ich dzieci i przerwać łańcuch zarażeń. Mniej dramatu, więcej konkretów – i po kłopocie.
To jest wyrób medyczny. Używaj go zgodnie z instrukcją używania lub etykietą.
Producent/Podmiot prowadzący reklamę ICB Pharma sp. z o.o.
Artykuł sponsorowany
